|
Wielkanoc 2008
Drogie Koleżanki, Drodzy Koledzy
Szanowni Państwo
Już znowu Niedziela Palmowa i Wielkanoc. Powtarzają się w kalendarzu i życiu człowieka pełne nadziei uniesienia, wzloty, po których w bolesny, gwałtowny sposób spada rozczarowanie, klęska, poczucie bezsilności i przegranej, zwiększane śmiechem i szyderstwem triumfującego zła. W chwilach największych klęsk, gdy bierze górę ciągle podsycany żal nad sobą, trudno zachować nadzieję na ostateczny sukces. Niezasłużone cierpienie, ból, niesprawiedliwość i groza całkowitego opuszczenia i śmierci nadziei - ostatniej obrony przed nicością, jest krzykiem ludzkości, skumulowanym w krzyku cierpienia na krzyżu umierającej Nadziei. Śmierć nadziei okazała się pozorna, droga cierpienia zamknęła się ostatecznym zwycięstwem, czczonym co roku w chrześcijańskim świecie, jako święto powstania z martwych Człowieka-Boga. Słowo "zmartwychwstanie" co tydzień powtarzają Rosjanie, nazywając siódmy dzień każdego tygodnia słowem "waskriesienie".
Za nurtem Wielkiej Drogi Krzyżowej prowadziły i prowadzą osobiste nasze ludzkie drogi krzyżowe. W naszej osobistej jesteśmy głównymi bohaterami a w wielu innych uczestniczymy osobiście albo jako świadkowie. Niekiedy jak Szymon z Cyreny, bez zapału, odciągnięci od swoich zajęć, jednak pomagający dźwigać ciężar krzyża ale czasami także jako oprawcy, zadający ból i cierpienie. Mamy możliwość wystąpienia w każdej roli a żadna z nich nie wydaje się być atrakcyjna. Najłatwiej być gapiem. Popatrzeć, nasycić ciekawość, mieć temat do opowiadań przy kawie lub herbacie, a użalając się wzniosłymi słowami nad dziejącą się komuś krzywdą, wydajemy się sobie lepsi i sprawiedliwsi. Nie dociera do naszej świadomości prawda, że milczenie i bierna postawa stanowią pożywkę dla zła. W zracjonalizowanej hipokryzji szukamy szybko kogoś lub czegoś w świecie zewnętrznym, kogo można byłoby obarczyć winą za wszelkie niepowodzenia, w tym głównie nasze, osobiste.
Przywożony na salę operacyjną czy do oddziału intensywnej terapii chory, przebywa swoją wielką drogę krzyżową. Przebywa ją wraz z rodziną, która czeka pod drzwiami, wydzwania nerwowo telefonami komórkowymi do dalszych krewnych i znajomych, szukając wsparcia. Ta droga krzyżowa, to codzienne polowanie na lekarza leczącego i kogokolwiek w bieli, kto będzie mógł powiedzieć coś, co pozwoli utrzymać wiarę, że na końcu tej drogi cierpienia pojawi się zwycięstwo - wyzdrowienie. My nie mamy czasu na długie rozmowy, przebiegając między salą operacyjną a oddziałem, wykańczając dokumentację chorych, składając zamówienia na leki i sprzęt, wypełniając kolejne ankiety, kwestionariusze, odpowiadając na listy z sądu, ubezpieczalni, próbując jeszcze w międzyczasie doskonalić swoje umiejętności. Jakże często w pospiechu, mówimy komuś, że jego bliski nie ma żadnych szans; bo komputer pokazał, bo badania wykazały, bo doświadczenie nasze dowodzi.
Przyjmujemy chętnie piękne określenie, że nadzieja umiera ostatnia. Przyjmujemy ale chyba nie zawsze stosujemy i nie zawsze wierzymy w sukces chorych. A przecież wiara w wyzdrowienie i chorego, i jego najbliższych i leczących, przekłada się na chęć walki o życie i zdrowie ciężko chorego człowieka - nawet wtedy, gdy zdaje się on być nieodwracalnie nieprzytomny. Nie posiedliśmy jeszcze wiedzy absolutnej na każdy temat i w odniesieniu do każdego człowieka. Bez roztaczania fałszywie optymistycznych obrazów. Bierzemy poprawkę na to czego nie znamy a co może mieć bardzo istotne znaczenie w odniesieniu przechodzącego swoją drogę krzyżową człowieka.
Tradycja świąt Wielkiej Nocy uczy nas, że nadzieja nie umiera ostatnia - nadzieja nie umiera nigdy!
Kochani! Pełni radości życia, ufności w jego sens i sens Waszego działania, życząc także jak najwięcej chwil odpoczynku i miłych spotkań w gronie bliskich na czas świąteczny i cały rok
Przesyłam moc najserdeczniejszych życzeń
Leon Drobnik
Prezes PTAiIT
|